18.12.07

Kolęda

Weźmy się za ręce, opaszmy Ziemi krąg,
niech narodzi się miłość w cieple splecionych rąk,
niech narodzi sie wiara i serdeczna nadzieja,
wszystkie drogi prowadzą do Betlejem, Betlejem,
wszystkie drogi dziś prowadzą do Betlejem...

[Adwent 1993]

7.12.07

To nie jest tak...

To nie jest tak, że wszystko jest od nowa;
że czysta karta, nowy życia szlak.
To nie jest tak. Ja muszę zapracować
na chleba kęs i przebaczenia znak.

Będę sprzedawać wstążki na jarmarku
albo talerze w jakiejś knajpie myć,
a jeśli ktoś pokaże na mnie palcem,
to mu odpowiem w prostych słowach tych:

"Mój Bóg mi dał dziewictwo odzyskane,
chociaż pamięci ciężar muszę nieść.
Kiedy pozwali mnie na sąd przed Panem,
to każdy z nich miał w sercu własny grzech.

Więc lepiej milcz! I do mnie nie tak ostro!
Jakie masz prawo dzisiaj ze mnie kpić?
Wszak Magdalena była moją siostrą,
a Chrystus jej pozwolił z sobą iść..."

[1994-1998]

23.11.07

Kot


[2000-2007]

6.9.07

* * *

A On
w noc przed męką
wiedział i nie wierzył.
Jeszcze myślał o ptakach
i o liliach polnych.
Dzieci stały z palmami,
łódź się kołysała,
Nazaret pachniał drewnem.

Chwiały się płomyczki twarzy.
Dość!

Serce i żołądek skręcone w napięty sznur,
gardło złamane bólem okrągłym jak tetradrachma
za nas będą wydane.

Ktoś przewrócił kielich.

5.9.07

Mojżesz

Wiem, że ci ciężko. Lud mój nieposłuszny
dręczy cię cielcem złotym i szemraniem.
Wiem też, żeś ty jest spośród tego ludu.
Bądź z nimi jedno, by móc mówić za nich;
by móc wybłagać dla nich przebaczenie.
Wtedy Ja, Bóg twój, będę jedno z tobą.
Ostatnia chwila przed zapadnięciem zmroku
niech będzie czasem modlitwy pojednania.
Ostatnia przełęcz przed Ziemią Obiecaną
niech będzie miejscem modlitwy pojednania.
Niech w naszych sercach modlitwa pojednania
rozleje się - i wyda plon obfity.

Śmiertelną stopą ziemi Kanaanu
nigdy nie dotkniesz, święty prawodawco.
Pora ci szukać niebieskiej ojczyzny.
Ja, Jahwe, Bóg twój, obietnic nie łamię;
więc czy potrafisz już teraz dziękować
za to, co będzie dopiero ci dane?
Ostatnia chwila przed zapadnięciem zmroku
niech będzie czasem modlitwy dziękczynienia.
Ostatnia przełęcz przed Ziemią Obiecaną
niech będzie miejscem modlitwy dziękczynienia.
Niech w naszych sercach modlitwa dziękczynienia
rozleje się - i wyda plon obfity.

Z dolin Moabu wyjdź na górę Pana.
Popatrz, jak słońce złoci wzgórz wierzchołki.
Nad Kanaanem krzyknij "Alleluja!"
Lud mój otrzyma kraj ten we władanie
i po wiek wieków, wspominając ciebie,
będzie oddawał Mi należną chwałę.
Ostatnia chwila przed zapadnięciem zmroku
niech będzie czasem modlitwy uwielbienia.
Ostatnia przełęcz przed Ziemią Obiecaną
niech będzie miejscem modlitwy uwielbienia.
Niech w naszych sercach modlitwa uwielbienia
rozleje się - i wyda plon obfity.
[1993-1996]

4.9.07

Sonet

Barwa oczu, kształt dłoni, wypukłe policzki...
To, co znałam najlepiej, umyka z pamięci
pierwsze. Ciasny sweterek z wyciągniętą nitką,
obgryzione paznokcie, rzadka broda, rzęsy

czarne, długie i gęste: urodą na próżno
tak szczodrze je obdarzył Ten, którego chwałę
wbrew współczesnym uczciłeś w liczbie i figurze -
bo duszy Don Kichota nie trzeba zwierciadła...

Czego nigdy nie było, to tylko zostanie,
jak po śmierci motyla złoty pył na rękach,
jak na bielonym płótnie krwaworuda plama

i dozgonnej miłości zuchwała przysięga
jesiennemu wiatrowi bezgłośnie szeptana...
W ciszy grudniowej nocy krzyk naszego dziecka...

3.9.07

Rowerzyści


[Jurmała k/Rygi, 2005]

1.9.07

Niewidoczna strona chmur

Po niewidocznej stronie chmur
są sady białe i różowe
złotawa szachownica pól
pasieki są kapiące miodem

po niewidocznej stronie chmur
są buszujące w zbożu dzieci
żaden ich nie dotyka ból
w ich jasnych oczach radość świeci

opada półprzejrzysta mgła
na wzgórza ciemne i zielone
i staje w mlecznym świetle dnia
obłoków niewidoczna strona

A tutaj tylko gwiezdny kurz
krąży w odwiecznych menuetach
spowita w szary kokon chmur
bezwładnie toczy się planeta

opina Mlecznej Drogi sznur
belę czarnego aksamitu
a niewidoczna strona chmur
na zawsze jest przed nami skryta

28.8.07

Ostatni list Ewarysta Galois

Braciszku mój! - i - Przyjaciele moi,
coście dzielili moje ideały! -
Wiecie, że wolność - zawsze krwią się poi,
więc - jesli zginąć mam - to dla jej chwały...

Jak ojciec mój - dziś ja się z Wami żegnam.
On mnie nauczył, żebym żył dla kogoś,
i że narodom - wolność jest potrzebna,
a człowiekowi - potrzebna jest godność.

Ja - matematyk i tyranobójca.
Ojczyzną ducha mego jest Hellada,
a słodka Francja - będzie mi Ogrójcem,
w którym przecierpię miłość, strach i zdradę...

Miarowym krokiem iść naprzeciw śmierci,
z błyskiem geniuszu w strwożonych źrenicach...
Chciałbym uwierzyć, że to bohaterstwo,
a nie - zwyczajna ucieczka przed życiem.

Grób mój obrośnie winną latoroślą,
legendą - chwila (nazbyt rzeczywista!),
gdy padły słowa jak czerwone krople
i cień sztyletu na kielicha kryształ.

Pijmy! za naszą beznadziejną sprawę;
za sens ukryty w gmachu ludzkiej myśli,
i tym nieznany, co go budowali...
i na pohybel czarnej nienawiści.

Chciałem być żagwią, deszcz iskier siejącą!
W snach niewolników - nadzieję odkrywać!
Chciałem być dzieckiem zapatrzonym w słońce -
ktoś przecież musi wierzyć w sprawiedliwość...

A byłem tylko zimnym fajerwerkiem,
światłem bez żaru, iskrą bez płomienia...
gdy - zachwycony niepojętym pięknem -
szedłem wciąż naprzód po nieznanej ziemi.

Szedłem po ziemi myślą niedotkniętej.
To jest właściwie ta sama odwaga:
walki z tyranią - i walki z niewiedzą.
Natchnieniem była mi ta sama gwiazda.

2.8.07

Tolkien, Lietuva ;-)


[Litwa 2005]

1.8.07

Jedno czego mi brakuje...

Jedno czego mi brakuje to włóczęgi
Ciebie może trochę też
Jedno czego mi brakuje to przestrzeni
Ciebie chyba jednak nie
Jedno czego mi brakuje to wędrówki po bezdrożach
Jedno czego mi brakuje to ten słony wiatr od morza
Jedno czego mi brakuje - właśnie ty

Kiedy szliśmy jednym krokiem, zespoleni rytmem serc
A po niebie szły obłoki, szły obłoki jak na śmierć
Ze zwieszoną ciężko głową, napęczniałą deszczem łez
Szarfą tęczy kolorową przepasując nagą pierś

[1989-1993]

21.7.07

Potiebni

Niech was Bóg błogosławi
Andriej Afanasjewicz
w rosyjskim niebie
w polskim niebie
w niebieskim Jeruzalem narodów

Znienawidzona słowiańska siostro
my trędowaci wśród narodów świata

niech cię Bóg błogosławi
niech cię Bóg błogosławi
Rosjo
[1987-89]

20.7.07

Gdyby nie ten znak...

...ktoś mógłby pomyśleć, że to droga dla samochodów.
[Beskid Niski 2006]

10.7.07

Emigranci

Emigranci z paru dziwnych krajów
tak zwanego realsocjalizmu
w przedpokojach Europy czekają
na ustawę o zmianie ojczyzny.

Święty płomień snów srebrnych o szpadzie
zamykają starannie w butelce,
by przed iskrą żarliwą ocalić
parkietaże, dywany i meble.

Raz do roku - w Boże Narodzenie -
troszkę robią się sentymentalni:
zaszczycają łaskawym wspomnieniem
tych, co ich na lotniskach żegnali,

przesyłają pocztówki z Paryża:
"Jestem, czuwam, pamiętam o tobie;
trochę tesknię, lecz trudno, tak bywa.
Jak tam u was po nowej odnowie?"

My siadamy przy oknie w sypialni,
ich pamięcią szalenie wzruszeni.
Nie, nie martwcie się o nas, kochani!
Jeszcze trochę i też wyjedziemy...

[1986-1989]

8.7.07

Stał las

Jak świątynia gotycka
stał las

górą
konarów sklepienia
sosnowej kory czerwień brunatna
jak cegły
sześciusetletniej

dołem
mchów bogobojna ciżba
kędyś ku wschodowi pochylona
gdzie Nowego Dnia
Podniesienie

[1989]

7.7.07

Jak z piosenki Kelusa


"Na przystanku PKS-u
znalezionym gdzieś o zmierzchu
z piosenkami jak z włóczęgą
łatwo zacząć, trudno przestać..."

-- Jan Krzysztof Kelus

[Beskid Niski 2006]

6.7.07

Pozwól...

Pozwól mi zbudować szałas
vis a vis Twojego domu
pozwól mi hodować brukiew
wśród korzeni Twego świerka
pozwól mi zanurzyć stopy
w jasny chłodny nurt strumieni
pozwól mi Cię błogosławić
każdym słowem mojej pieśni

pozwól mi wędrować miedzą
między złotym urodzajem
pozwól mi policzyć gwiazdy
gdy nie będę mogła zasnąć
pozwól znaleźć dobrych ludzi
w noc burzliwą jak ocean
opowiedzieć im o Tobie
choć i tak nie zrozumieją

[1989-1990]

5.7.07

Odmęt zieloności


[Beskid Niski, 2006]

4.7.07

Dom na połoninach

Zbuduję dom, dom na połoninach
dla mnie, dla ciebie i naszego syna...


Drzewa na wietrze śpiewają,
łąka pachnie mlekiem i miodem,
szliśmy tędy: przemytnicy, włóczykije, partyzanci -
dziś nie ma nikogo.

Usiądź przy stole. Zostań.
Nie zabieraj ostatnich zimowych jabłek.
Postaw kubek blaszany przed sobą.
Przechyl dzbanek.

Jak długo można iść,
nie wracając na własne ślady?
Połonina śpiewających drzew
tęskni za nami.

Pójdę też,
dom na połoninach zostanie.
Syna nie mam. Ty odszedłeś.
Ja jestem najdalej.

[1989-1993]

3.7.07

Nadzieja


[Wilno, 2005]

2.7.07

Przewracanie kartki

ostry brzeg kartki bezlitośnie
tnie skórę dłoni na rzemienie
którymi zwiążę w twarde paczki
makulaturę zwiędłych listów
pożółkłe liście bladych wspomnień
wetknięte w wielką księgę bycia
coś się skończyło
coś się zacznie
w rosie i dymie leży kamień
noc nadchodząca łamie drogę

[1990-93]