4.9.07

Sonet

Barwa oczu, kształt dłoni, wypukłe policzki...
To, co znałam najlepiej, umyka z pamięci
pierwsze. Ciasny sweterek z wyciągniętą nitką,
obgryzione paznokcie, rzadka broda, rzęsy

czarne, długie i gęste: urodą na próżno
tak szczodrze je obdarzył Ten, którego chwałę
wbrew współczesnym uczciłeś w liczbie i figurze -
bo duszy Don Kichota nie trzeba zwierciadła...

Czego nigdy nie było, to tylko zostanie,
jak po śmierci motyla złoty pył na rękach,
jak na bielonym płótnie krwaworuda plama

i dozgonnej miłości zuchwała przysięga
jesiennemu wiatrowi bezgłośnie szeptana...
W ciszy grudniowej nocy krzyk naszego dziecka...