Braciszku mój! - i - Przyjaciele moi,
coście dzielili moje ideały! -
Wiecie, że wolność - zawsze krwią się poi,
więc - jesli zginąć mam - to dla jej chwały...
Jak ojciec mój - dziś ja się z Wami żegnam.
On mnie nauczył, żebym żył dla kogoś,
i że narodom - wolność jest potrzebna,
a człowiekowi - potrzebna jest godność.
Ja - matematyk i tyranobójca.
Ojczyzną ducha mego jest Hellada,
a słodka Francja - będzie mi Ogrójcem,
w którym przecierpię miłość, strach i zdradę...
Miarowym krokiem iść naprzeciw śmierci,
z błyskiem geniuszu w strwożonych źrenicach...
Chciałbym uwierzyć, że to bohaterstwo,
a nie - zwyczajna ucieczka przed życiem.
Grób mój obrośnie winną latoroślą,
legendą - chwila (nazbyt rzeczywista!),
gdy padły słowa jak czerwone krople
i cień sztyletu na kielicha kryształ.
Pijmy! za naszą beznadziejną sprawę;
za sens ukryty w gmachu ludzkiej myśli,
i tym nieznany, co go budowali...
i na pohybel czarnej nienawiści.
Chciałem być żagwią, deszcz iskier siejącą!
W snach niewolników - nadzieję odkrywać!
Chciałem być dzieckiem zapatrzonym w słońce -
ktoś przecież musi wierzyć w sprawiedliwość...
A byłem tylko zimnym fajerwerkiem,
światłem bez żaru, iskrą bez płomienia...
gdy - zachwycony niepojętym pięknem -
szedłem wciąż naprzód po nieznanej ziemi.
Szedłem po ziemi myślą niedotkniętej.
To jest właściwie ta sama odwaga:
walki z tyranią - i walki z niewiedzą.
Natchnieniem była mi ta sama gwiazda.